Uff! Nareszcie dobiegłam do mojego przytulnego kącika! Na szczęście burza najwidoczniej przeszła szybciej niż się pojawiła. Zauważyłam tylko parę grzmotów i nawet nie padało. To i lepiej, gdyż sama podczas burzy bym nie wytrzymała.
Poszłam do łazienki wziąć długą, relaksującą kąpiel, aby zmyć z siebie brudy dzisiejszego dnia. Musiałam również pomyśleć... O ojcu... O tym co będę robić w najbliższym czasie. Jak na razie planów żadnych nie mam.
Odkręciłam kurek z gorącą wodą oraz z zimną. Poczekałam aż wanna trochę się zapełni i w tym czasie spięłam sobie włosy w wysokiego koka, aby się nie zmoczyły. Ściągnęłam z siebie ubrania i zanurzyłam się w otchłani moich zamyśleń. Czy mój ojciec chciał osiągnąć taki efekt? Chciał żebym nadal żyła beztrosko? Pewnie się zastanawiacie, dlaczego podchodzę do sprawy tak bezmyślnie. Otóż... mój tata od pewnego czasu zachowywał się do wszystkich z dystansem. A ja... po prostu czułam, że to dla niego koniec. Nie wracał na noc do domu... Raz nawet poszłam go poszukać, bo martwiłam się o niego... i znalazłam go płaczącego na ławce. Porozmawiałam z nim i wydawało mi się, że podniosłam go na duchu, jednak... nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam. Z ojcem było jeszcze gorzej. Przestał jeść, tylko siedział na strychu i przeglądał zdjęcia mojej matki. Było mi go żal... ale co miałam zrobić? Nie miałam nawet od kogo złapać za deskę ratunku. Tak... było mi ciężko.
Jak teraz tak myślę o nim... to przypomniało mi się, że nie powiedziałam o niczym Ino. Ogólnie osoby mieszkające niedaleko mnie składały mi już kondolencje, gdy wracałam do domu, ale blondynka faktycznie o niczym nie wie... Odruchowo spojrzałam na mój naszyjnik, który dostałam właśnie od niej. Mam go już z dobre czternaście lat. Ino podarowała mi go, gdy byłyśmy jeszcze małymi brzdącami... Doskonale pamiętam ten dzień...
- Sakura-chan! Chodź na chwilę! Muszę ci coś dać! - krzyczała mała, niebiesko-oka dziewczynka, wymachując błękitnym pudełeczkiem.
- Ino! Musimy się pożegnać z Itachim, mama go woła do domu! - odkrzyknęłam. Odwróciłam się do bruneta, który patrzył na mnie z szerokim uśmiechem. Pożegnałam się z nim i podbiegłam do Ino.
- Coś się stało? - zapytałam, gdy dziewczynka patrzyła na mnie już dłuższą chwilę z szczęśliwym wyrazem twarzy.
- Tak! Z okazji naszej rocznicy przyjaźni chcę ci podarować ten wisiorek! - powiedziała blondynka i otworzyła pudełeczko. Zobaczyłam złoty łańcuszek z małym kwiatuszkiem wiśni. Ino zapięła mi go na szyi i ponownie się uśmiechnęła. Z moich zielonych oczu zaczęły sączyć się łzy radości.
- Ino! - krzyknęłam i rzuciłam się jej na szyję. - Kocham cię! Zostańmy przyjaciółkami na zawsze! - poprosiłam. Blondynka poklepała mnie po plecach i przycisnęła do siebie... Miałyśmy wtedy po sześć lat i wiedziałyśmy, że ta przyjaźń będzie wyjątkowa.
Uśmiechnęłam się delikatnie na to wspomnienie i zorientowałam się, że ja również płaczę. Przemyłam porządnie twarz i pociągnęłam nosem. Wtedy wszystko było takie niewinne. Mama jeszcze żyła... Nic nie wskazywało na to, że za dziesięć lat to wszystko się zmieni... A jednak.
Głęboko westchnęłam i postanowiłam w końcu się umyć! Co ja jestem kurde, żeby siedzieć w wannie pół wieczoru i nawet się nie umyć. Boże, o czym ja do cholery myślę... Muszę iść do psychologa, bo skończę za niedługo w psychiatryku na ulicy Gabriela Narutowicza... Co?
Po mozolnym ''myciu się'' wyszłam z wanny i owinęłam się puszystym ręcznikiem. Wyszłam z łazienki i poczułam jak chłodny wietrzyk okala moją skórę, wspaniałe uczucie... Weszłam do swojej sypialni i podeszłam do szafy i wyciągnęłam zieloną koszulę nocną do ud. Następnie położyłam się do łóżka i zgasiłam lampkę.
Środek nocy...
Obudziłam się cała zalana zimnym potem. Śniła mi się śmierć ojca. Ten obraz chyba na dłużej pozostanie w mojej głowie... Wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki, jednak gdy wybiegłam z pokoju potknęłam się o próg i upadłam. Przeklęłam siarczyście i chwyciłam za rozbitą stopę. Poczułam palący ból, nie dałam rady nawet się podnieść. Doczołgałam się do kuchni i chwyciłam telefon. Wykręciłam numer do Ino i wyczekiwałam aż odbierze.
- Halo? - odezwał się zaspany głos.
- Ino... Przepraszam, że cię budzę, ale mam problem. - syknęłam, czując narastający ból.
- Boże, co się stało? - od razu się ożywiła.
- Po prostu miałam koszmar i chciałam przemyć sobie twarz, ale się potknęłam i mam rozwaloną nogę.
- No i co ja z tobą pocznę, co?
- Nie wiem, ale nie umiem chodzić.
- Świetnie, poczekaj zadzwonię do Itachiego, bo teraz nie mam samochodu, w naprawie jest.
- D-Dobrze.
(...) Ino zadzwoniła chwilę później i powiedziała, że mam spróbować ubrać się w coś normalnego. Doczołgałam się do szafy i wyjęłam czarne leginsy, które idealnie podkreślały moje nogi oraz szary sweter z włóczki z napisem ''Follow your dreams''. Do tego wzięłam skórzaną bransoletkę i byłam gotowa.
Chwilę później do mieszkania wparował młody Uchiha i wziął mnie na ręce. Nie stawiałam oporu, tylko wtuliłam się w niego. Zawsze można na niego liczyć. Naprawdę świetny z niego przyjaciel.
Wyszliśmy na dwór i zobaczyłam zatroskaną Ino. Posłałam jej głupi uśmiech, a ona zmroziła mnie wzrokiem. Ups... Niedobrze... Gdy weszliśmy już do samochodu, Itachi zaczął rozmowę.
- Więc? - zapytał.
- Jedziemy na ostry dyżur! - uniosła się blondynka.
- Ino, nie krzycz. Jej noga jest w... strasznym stanie, ale na pewno z tego wyjdzie. - powiedział miłym dla ucha głosem.
- No, okej. Zaufam ci. Tylko pamiętaj, że nie jesteś lekarzem. - ostrzegła.
- Coś sugerujesz? - spytał.
- Ej! Ja tutaj cierpię! - rzekłam niezadowolona. Zapomnieli o mnie! Pff...
Dwadzieścia minut później byliśmy już na miejscu. W recepcji zastaliśmy pielęgniarkę, która skierowała nas do gabinetu lekarza, aby opatrzył moją stopę. Mężczyzna zrobił to i posyłał mi jakieś dziwne, ukradkowe spojrzenia. Zignorowałam je i przysunęłam się bliżej Itachiego. Taki odruch.
- Co robisz? - szepnął do mnie. Uniosłam głowę i natknęłam się na jego spojrzenie.
- Chcę do domu. - powiedziałam. W tym momencie byłam niczym rozkapryszone dziecko, ale nie przejmowałam się tym. Przebywanie w jednym pomieszczeniu z tym dziwnym człowiekiem przyprawiało mnie o wymioty.
- Zapomniałaś już jak w samochodzie mi narzekałaś, że cię noga boli. - skomentował. Co racja, to racja. Westchnęłam.
- Jak się pani nazywa? - zapytał pracownik ostrego dyżuru. Spojrzałam na niego niepewnie poczym odpowiedziałam.
- Sakura Haruno.
- Dobrze, więc pani Sakuro... Proszę w domu odpoczywać przez conajmniej tydzień, nie ruszać się z domu i najlepiej by było gdyby ktoś się panią zaopiekował. - oznajmił. Aż tak źle nie jest, uff.
- Ja się nią zajmę. - powiedział brunet. Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie jest mi potrzebny! Dam sobie radę... Rany! Jak on mnie czasami wpienia!
- Itachi, odmawiam. - powiedziałam. On nie może się mną zajmować.
- Sakura, jeśli uważasz mnie za swojego przyjaciela, to pozwól mi to zrobić. - oznajmił głosem nie znoszącym sprzeciwu. Ponownie westchnęłam. Niech mu będzie.
- Dobra. - sarknęłam naburmuszona.
- Więc my się będziemy zbierać.
- Tak, oczywiście. Miłej nocy życzę. - rzekł lekarz. Tak... On jest dziwny! Zboczeniec.
Chciałam sama wyjść z gabinetu, lecz ponownie ból mi to uniemożliwił. Itachi podszedł do mnie i wziął w swoje ramiona. Postanowiłam nie stawiać oporu, przyznam, lubię jak mnie nosi. A tak w ogóle... Gdzie do cholery jest Ino?! Mam deja vu. Głupia blondynka.
Zastaliśmy ją jak flirtowała z jakimś innym lekarzem. Miał on blond włosy związane w kucyk i niebieskie oczy. Był całkiem przystojny.
Ino podbiegła do nas i zapytała co z moją nogą. Itachi odpowiedział i ustalił, że weźmie mnie do swojego mieszkania. Zgodziłam się, bo przecież poszkodowany nie ma prawa wyboru. Hah.
Dłuższą chwilę później byliśmy na miejscu, Itachi wcześniej podwiózł do domu Ino. Ta dziewczyna mnie strasznie wkurza! Znowu se wymyśla jakieś niestworzone historyjki. Czasami mam jej na prawdę dość...
Kolejny rozdział jest! ;3 Przepraszam, że trochę krótki, ale nie miałam czasu żeby jeszcze coś dodać.
Sayonara! *.*

Hej.
OdpowiedzUsuńCiesze sieę że tak szybko dodałaś rozdział w życiu nie uwieżysz jakie zrobiła WTF:P to jedna sprawa, a druga jest brak Sasusia czemu Itachi? Jak przeczytałam "...do mieszkania wparował Uchiha " to odrazu pomyślał o Sasuke , a ty wyskakujesz z jego bratem :,( Trzecia rzecz podobało mi się wyjaśnie uczuć Sakury względem śmierci jej ojca.
Pozdrawiam, czekam na notkę, która(mam nadzieje bedzie tak szybko jak ta) xD
Ps. Pierwsza