Sakura
Leniwie podniosłam się ze swojego wygodnego łóżka i wzięłam do ręki dzwoniący budzik. Wyłączyłam go i zerknęłam na godzinę. Była już 6:47, a miałam być na 9 gotowa, ponieważ idę ze swoją przyjaciółką na poranną przejażdżkę konną. Jeździectwo jest jedną z moich pasji. Uwielbiam tę adrenalinę i wiatr we włosach, pędząc na moim wiernym rumaku. Ah... Dobra, stop! Muszę się przygotować...
Wstałam i od razu skierowałam się do szafy. Wyciągnęłam kremowe rurki, łososiową bokserkę i świeżą bieliznę. Do spodni wzięłam jeszcze kwiecisty pasek i ruszyłam do łazienki. Tam wzięłam prysznic i ubrałam się. Następnie udałam się do kuchni w celu zrobienia śniadania. Wyjęłam z lodówki dżem truskawkowy i posmarowałam nim dwie kromki chleba. Skonsumowałam posiłek i postanowiłam się zbierać. Założyłam wysokie, brązowe kozaki i wyszłam. Zamknęłam dom i sięgnęłam do kieszeni, aby wyciągnąć szary telefon. Wykręciłam numer mojej przyjaciółki i czekałam aż odbierze.
Pierwszy sygnał... Drugi sygnał...
- Halo? - usłyszałam jej głos w słuchawce.
- Cześć Ino. Gdzie jesteś? - zapytałam.
- A, Sakura, to ty. Idę do ciebie, jestem już niedaleko. - odpowiedziała. - O, już cię widzę. - odwróciłam swój wzrok w stronę jej domu i ujrzałam kroczącą ku mnie uśmiechniętą blondynkę. Pomachałam jej, a ona do mnie podbiegła. Rzuciła mi się na szyję, a ja z chęcią ją przytuliłam. Muszę jej dzisiaj powiedzieć, że wyjeżdżam. Boję się jak na to zareaguje, ale raz kozie śmierć.
- No, Ino. Wyładniałaś przez te trzy miesiące. - przyznałam. Tak, to prawda. Nie widziałyśmy się długo, ponieważ niebiesko-oka musiała wyjechać za granicę do pracy. Na szczęście już wróciła i możemy spędzić razem trochę czasu.
- E, tam. Wcale nie. - zaśmiała się. - Ty też. - nie odpowiedziałam już, tylko się uśmiechnęłam.
- To jak? Idziemy do stadniny?
- Tak, tak. Do tej Uchihów? - zapytała.
- A znasz jakąś inną?
- No... w sumie nie. Niech będzie. Przynajmniej zobaczymy się z Itachim. - westchnęła. Zdecydowanym krokiem ruszyłyśmy w stronę stadniny.
Sasuke
Dzisiaj idę pomóc Itachiemu przy koniach. Ostatnio gorzej się czuję i chciał abym mu towarzyszył. Fakt, trochę mnie tym zdziwił, no ale to mój brat i oczywiste jest, że mu nie odmówię. Czasami się pokłócimy, ale o takie błahostki, że nawet szkoda gadać. Sprawą oczywistą jeszcze jest to, że martwię się o jego zdrowie. Oby mu przeszło...
W sumie... jeśli się zastanowić to nigdy nie jeździłem na koniach. Może czas najwyższy spróbować? Tak, chyba spróbuję... Wujek Madara sam mi to już dawno proponował, jednak ja nie miałem zamiaru nawet się nad tym zastanawiać... Byłem wtedy z pewną dziewczyną w związku, ale ostatnio zerwaliśmy. Nakryłem ją jak zabawiała się w klubie ze swoim byłym. Wkurzyłem się, nie powiem, dlatego musiałem to zakończyć. Teraz, przynajmniej na jakiś czas, daję sobie spokój z miłością. Za dużo z tym babrania.
Mój ojciec podwiózł mnie do stadniny, ponieważ Itachi miał jeszcze coś do załatwienia. Nie mam mu tego za złe. Pożegnałem się z rodzicem i wyszedłem z samochodu. Ruszyłem w stronę biura mojego wujka. Chciałem go poinformować o mojej obecności, żeby potem się nie zdziwił. Zapukałem kilka razy, ale nie usłyszałem odpowiedzi. Postanowiłem wejść. Niestety, nikogo nie zastałem. Nieco zdziwiony zawróciłem i poszedłem do stajni. Zastałem tam Itachiego rozmawiającego z jakąś blondynką. Znałem ją z widzenia. Często tu kiedyś przychodziła. Z tego co mi mówił mój brat ma na imię Ino. Podszedłem do nich...
- O, Sasuke. Już tu jesteś. W sumie to i lepiej. - przywitał mnie. Niebiesko-oka spojrzała na mnie i wyciągnęła dłoń.
- Ino. - przedstawiła się.
- Sasuke. - odpowiedziałem. Dziewczyna puściła moją dłoń i pobiegła na łąkę, na której odbywają się jazdy.
- Mamy dwie klientki. - odezwał się mój starszy brat.
- Jak to dwie? - zapytałem zdziwiony.
- Druga już jeździ. Może to dziwne, ale nigdy jej tu nie widziałem.
- Mogę też pojeździć? - Itachi spojrzał na mnie zaskoczony. Rzadko chciało mi się coś robić, więc miał do tego dobry powód.
- Jasne. Pamiętasz jeszcze jak to się robi? - zaśmiał się, a ja zrobiłem naburmuszoną minę.
- Pamiętam. - mruknąłem i podbiegłem do boksu. Wyprowadziłem osiodłanego konia i wsiadłem na niego. Powoli wjechałem na łąkę i wjechałem do jakiegoś lasu... Zauważyłem jakąś dziewczynę. Siedziała na pięknym, białym koniu, a z jej oczu płynęły łzy. Patrzyłem na nią zdziwiony. Dlaczego płacze? Dlaczego jest smutna? Ktoś ją skrzywdził? Prawdę mówiąc trochę mnie ten widok złapał za serce. Ta różowo-włosa... coś w niej jest. Postanowiłem się ujawnić i z nią porozmawiać. Widocznie jeszcze mnie nie zauważyła...
- Dlaczego płaczesz? - zapytałem opiekuńczym tonem. Nie znam jej, ale nie chcę jej do siebie zrażać.
Podniosła głowę i ujrzałem jej twarz w całej okazałości. Miała piękne, szmaragdowe oczy, które teraz przepełnione były smutkiem i żalem. Zauważyłem, że cała się trzęsła. Podjąłem pewne kroki...
Zszedłem z mojego konia i podszedłem do niej. Pomogłem jej zejść.
- Dlaczego to robisz? - odezwała się. Spojrzałem na nią troskliwie.
- Nie mogę patrzeć jak się trzęsiesz. Przewiozę cię na moim koniu, a twojego odprowadzimy. Dobrze? - pokiwała delikatnie głową na ''tak''. Z moją pomocą weszła na konia. Następnie złapałem za uzdę jej pupila i pociągnąłem go tak, aby za nami jechał. Nieznajoma trzymała mnie w pasie i była oparta o moje plecy.
Po kilku chwilach dojechałyśmy do Itachiego. Ściągnął dziewczynę z konia i podtrzymał, aby się nie przewróciła.
- Wszystko w porządku? Sasuke, coś ty jej zrobił? - zapytał ostro. Drgnąłem. Potrafi być straszny, jak się wkurzy.
- Ja... - zaciąłem się. - Ja znalazłem ją jak... płakała. - odpowiedziałem cicho, a Itachi zmiękł. Wziął różowo-włosą na ręce i ''przekazał'' mi ją.
- Proszę, teraz się nią zajmij. Ma na imię Sakura. Jakby co, jej przyjaciółka powiedziała mi, że musi coś pilnie załatwić i wyszła. - oznajmił i wrócił do swojej pracy. Co? Ja się mam nią zająć? Niby jak? Co ona małe dziecko? No, ale w sumie... Chyba źle się poczuła, bo zasnęła w moich ramionach. A może to co innego?
- Eh... Zaniosę ją do mnie do mieszkania. Gdy się obudzi to ją odwiozę. Pasuje? - sarknąłem. Ruszyłem w stronę mojego mieszkania. Na szczęście jest niedaleko stadniny. Całe szczęście...
Sakura
Powoli otwierałam oczy i ujrzałam jakąś twarz. Mój wzrok się wyostrzył i natknęłam się na parę czarnych jak węgiel tęczówek. Natychmiast odskoczyłam, co skończyło się rozerwaniem skóry na ramieniu. Ten stół był stanowczo za blisko... Syknęłam, czując pieczącą ranę. Nieznajomy podszedł bliżej mnie i złapał za zranioną rękę.
- Co ja z tobą mam... - mruknął i wyszedł z pomieszczenia. Chwilę później wrócił z plastrem. Delikatnie go przykleił, a ja spojrzałam na niego pytająco.
- Kim jesteś? - zapytałam.
- No, tak... Sasuke Uchiha. A ty?
- Sakura Haruno.
- Powiesz mi dlaczego płakałaś? Wtedy, w lesie?
- Wolałabym o tym nie rozmawiać, zwłaszcza z osobą, która mnie porwała. - sarknęłam. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony, ale po chwili się uśmiechnął. Rany... Jakby tak popatrzeć, to całkiem niezłe z niego ciacho. Pomyślałam sobie, jednak po chwili sama się zbeształam za dziwne myśli.
- Nie porwałem cię. Mój brat - Itachi kazał mi cię zabrać w bezpieczne miejsce, żebyś odpoczęła. Pewnie go znasz, nie? Nie przyjmuje odmowy. Czasem mnie wkurza to jego zachowanie, ale nie da się go nie lubić. - oznajmił. Przez chwilę nic nie mówiliśmy, tylko się sobie przyglądaliśmy. Zauważyłam, że Sasuke ma czarne włosy i ma całkiem wysportowaną posturę. Ciekawe, czy ma dziewczynę... STOP!
- Może napijesz się herbaty? - zapytał. Zgodziłam się. Wstał i ruszył do kuchni, a ja podreptałam za nim.
Wiedziałam, że się uśmiecha. Nie wiem skąd, po prostu to czułam. Weszliśmy do pomieszczenia i zauważyłam, że jest bardzo ładne. Pokój był w zimnych barwach, ale to dodawało mu uroku. Czarne szafki idealnie kontrastowały z białymi kafelkami. Pomieszczenie było oświetlane przez zachodzące słońce. Właśnie... która godzina?
- Sasuke? Mogę tak do ciebie mówić, prawda? - odezwałam się nieśmiało. Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Chłopak odwrócił się do mnie i posłał mi ten swój uroczy uśmiech.
- Jasne, że tak, Sakura. - powiedział. Jak on wypowiedział moje imię... Tak subtelnie...
- No, więc. Która godzina, Sasuke? - zapytałam już odważniej.
- Hmm... będzie coś koło osiemnastej. Właśnie! Dzisiaj mamy czwarty lipiec... hm... - zastanowił się.
- Nad czym tak myślisz?
- Po prostu wyjeżdżam na studia za dwa tygodnie i nie mogę zapamiętać, o której godzinie mam pociąg. - westchnął.
- Jaki kierunek? - zagaiłam.
- Prawo. Chciałem iść na medycynę, ale rodzice mieli pretensje.
- Ja idę na medycynę. - powiedziałam. - W Tokyo są świetne akademiki.
- Wiem, właśnie tam będę studiował. - rzekł, przygotowując herbaty dla nas. Podał mi kubek i usiadł przy stole, a ja podążyłam za nim. Usiadłam naprzeciwko i wzięłam łyka.
- Też tam zamierzam studiować, może się spotkamy? - zaśmiałam się.
- Może. - szepnął.
- Tak właściwie... to muszę iść. Nie będę ci się tu plątać. Poza tym nic o tobie nie wiem... - powiedziałam. Chłopak uważnie mi się przyjrzał. Jakby chciał wyczytać o czym myślę...
- Pytaj o co chcesz. - oznajmił.
- Hm... Masz jakieś pasje?
- Pasje? Chyba tak... W sumie to każdy jakieś ma. Ja na przykład lubię pograć na gitarze, posiedzieć sobie sam i relaksować się ciszą, tylko uważaj. To, że lubię czasami odosobnienie nie znaczy, że nie lubię ludzi.
- Jasne. - uśmiechnęłam się.
- Teraz ty.
- Ja? No, dobra. Lubię jeździć na koniach, tak jak ty błogosławię ciszę - zaśmiałam się - ale nie oznacza to, że nie lubię się zabawić przy dobrej muzyce.
- Kurde... właśnie se przypomniałem, że dawno nigdzie nie wychodziłem. Nie znasz mnie długo, ale wiedz że to nowość. - powiedział. Bardzo fajnie mi się z nim rozmawia. Czuję się przy nim taka wolna, jednak... nadal mam w głowie obraz mojego ojca. Zasmuciłam się.
- Hej... Coś się stało? - zapytał.
- Wiesz... chyba będę się zbierać. - stwierdziłam. - I nie martw się. Nic nie zrobiłeś. - powiedziałam, bo wiedziałam, że myślał o tym co zrobił źle. Potrzebuję chwili samotności.
- Dobra, dasz radę wrócić do domu? - spojrzał na zegarek - Już dwudziesta i na dworze jest ciemno. Przewiduję, że idzie burza. - drgnęłam na to słowo. Spojrzałam na niego przez ramię, przerażona. Jak to burza, do cholery?! Normalnie jestem całkiem odważna, ale gdy słyszę słowo ''burza'' mam ciarki na plecach.
- W porządku? Cała się trzęsiesz.
- Ja... muszę i-iść. - mruknęłam. Wybiegłam z budynku i ruszyłam w stronę mojego domu. Mam nadzieję, że Sasuke jednak się mylił co do burzy.
Komentujcie! ;)
Mam nadzieję, że spodoba wam się blog i w ogóle. :-)

Hej
OdpowiedzUsuńO co cho z burzą? Boi się czy jak? Nieważne. Podoba mi się Sasuke normalnie w 50%, albo wiecej, blogach Sasuś jest oziebłym odludkiem tu wwręcz przeciwnie zna dziewczyne nie całą godzinę, a już zaprasza. Sakura jest mega i niemożliwa ja by nie dała rady wyjść z domu jeśli mój ojciec by się dzień wcześniej zabił. Fabuła mi się bardzo podoba i na bank będę zaglądać.xD
Pozdrawiam i czekam na nexta;)
Ps. PIERWSZA
Ps2. Sory za błęd ale pisze na fonie bo jakiś debil(mój niedorozwięty brat) zniszczył kompa):P
E... no XD Burzy sięboi xD
UsuńZ Sakurą jest taki myk, że... noooo :D nadal jest smutna, ale to ukrywa.
Dzięki za komentarz ^^